Pokusa polecania – gra go
Jest dla mnie rzeczą całkowicie zwykłą, codzienną, że polecam nieznajomym grę planszową. Oczywiście nie da się robić tego na zasadzie pokazywania gier, które ja szczególnie lubię – żeby trafić do gustu klienta muszę posłuchać choćby: z kim i w jakich okolicznościach lubi grać, ile czasu temu poświęca, jakie już ma doświadczenia z grami planszowymi. Już dawno nauczyłem się, że nie ma gier dobrych dla wszystkich (no może z wyjątkiem Puerto Rico, hi hi). Każdy z graczy ma własny gust, a co ważniejsze: inny charakter i usposobienie. Jedni proszą o gry mało rywalizacyjne, gdzie gracze budują sobie coś w spokoju, inni krzyczą od drzwi: “tylko żeby można było sobie świnie podkładać!”. Oczywiście chętniej polecam gry, do których sam mam przekonanie, że to znakomite pozycje i takie, w które gram z przyjemnością i zaangażowaniem. Ale, jako się rzekło, nie każdy ma taki sam gust, jak ja – przeto staram się na tym polu nie przesadzać.
Rzadko tylko ponoszą mnie emocje – wtedy, gdy mogę komuś zaprezentować grę pochodzącą z dawnych Chin, pewnie najstarszą grę planszową – go. Obiecaliśmy sobie zakładając ten blog, że nie będziemy, z wyjątkiem szczególnych sytuacji, recenzować ani prezentować gier – od tego są serwisy, wciągające podcasty i znakomite blogi tworzone przez zapalonych graczy. Jednakże niniejszym uznaję, że gra go jest tak wyjątkowa, że wolno mi odejść od tego postanowienia i poświęcić jej dzisiejszy wpis.
Nie jestem zresztą w takiej postawie pierwszy – był precedens! I to jaki znakomity! We wspaniałej książce “Przewodnik Gier” Lecha Pijanowskiego, wybitnego znawcy, popularyzatora i miłośnika gier wszelakich znajdziemy podobny przypadek – autor sine ira et studio opowiada o setkach gier, wyjaśnia zasady, opisuje warianty, wszystko bez żadnej osobistej refleksji. Tylko raz ulega pokusie – właśnie przy grze go, przed opisem której czyni taki wstęp:
“(…) Pragnę gorąco zaapelować do Czytelników, wielbicieli gier umysłowych, by ze szczególną uwagą, cierpliwością i zapałem zajęli się grą w Go. Jest to gra bez przesady znakomita; ze wszystkich gier, jakie znam i w jakie grywałem, najlepsza, najciekawsza, najbardziej dramatyczna.
(…) Dzisiaj Go jest czymś więcej niż tylko grą towarzyską i umysłową jest istotnym zjawiskiem w kulturze współczesnej, szczególnym rodzajem nauki i sztuki jednocześnie. A także rodzajem sportu umysłowego na najwyższym poziomie.”
Doskonale to rozumiem – jeśli wśród setek gier jakie gromadzą się na półkach REBELa miałbym znaleźć jedną i zabrać na bezludną wyspę, nie wahałbym się ani chwili. Pod pachę wziąłbym goban i dwa pojemniki z kamieniami.
O go powiada się często: wystarczy minuta by poznać reguły i nauczyć się grać – nie wystarczy życia by opanować wszystkie tajniki. I właściwie nie ma tutaj przesady – zasady gry od początku do końca dadzą się spisać na jednej kartce papieru – podejmuję się nauczyć reguł każdego, kto przyjdzie do REBELa – i z pewnością nie zajmie to więcej jak 5 minut. Natomiast te kilka chwil to wrota to całego wielkiego świata… Poświęciłem kilka lat swojego życia na poznanie szachów, potem grałem także kilka lat (nawet z pewnymi sukcesami) w brydża sportowego – lecz czuję wyraźnie, że go jest grą głębszą i piękniejszą niż tamte. Nie da się tego w pełni racjonalnie wytłumaczyć, ale takie jest moje zdanie.
W naszym sklepie fizycznym przez ostatnie dwa lata funkcjonował klub go – spotykaliśmy sie w każdy czwartek i na sklepowych ladach i stolikach można było nauczyć się zasad, odebrać lekcję od silniejszych graczy lub po prostu sobie pograć. Mieliśmy okazję gościć naprawdę silnych graczy: m.in. Michała Ramsa 3dan i nade wszystko Cho Seok-bin’a 7dan. Aktualnie zajęcia przeniosły się na Politechnikę (czyli całkiem niedaleko). Trochę szkoda, bo spośród planszówkowców wiele osób zatrzymywało się, by chwilkę popatrzyć i… wracali co tydzień. Prawdziwe spustoszenie czyniło go wśród graczy w popularną karciankę Magic the Gathering.
Jeśli czytasz te słowa, szanowny czytelniku, to zapewne siedzisz przed komputerem podłączonym do Internetu. I to wystarczy w dzisiejszych czasach do rozpoczęcia swojej przygody z go. W sieci znajdziemy kilka stron poświęconych nauce gry w języku polskim (i niezliczone w języku angielskim). W sieci znajdziemy tysiące potencjalnych partnerów do gry na każdym poziomie – od 30 kyu (czyli kogoś, kto właśnie poznał zasady i stawia pierwsze kroki) do tych, którzy posiadają stopień DAN (od 1 dan do najsilniejszego 9 dan), czyli doszli do mistrzostwa. Jeśli szukasz graczy poza Internetem – z pewnością znajdą się tacy wokół Ciebie – jeśli nie teraz, to już niedługo – po tym jak ich wciągniesz. Szczerze zachęcam! Potrzebujesz tylko deski, zwanej gobanem, kompletu czarnych i białych kamieni, i może jakieś książeczki, która przeprowadzi Ciebie przez meandry i trudności ku nowemu, wspaniałemu światu.

A teraz krótki przewodnik. Przygodę z go można zacząć od BAJKI opowiedzianej przez znanego goistę i znakomitego dydaktyka, Jana Lubosa. Inne ciekawe linki:
go.art.pl – polski serwis goistyczny. Zawiera między innymi wykłady i program do nauki gry, aktualny ranking, linki do stron klubów regionalnych.
baduk.edu.pl – tutaj zasady gry wyłożone przystępnie
mocne go – lekcje, wykłady i komentarze
baduk.nexik.net – jeden z popularniejszych blogów polskiego goisty, Tomasza “Nexika” Ślązoka
almost sente – kilka pasków komiksów traktujących go i goistów z humorem: uwaga! raczej dla wtajemniczonych
KGS – Kiseido Go Server – gra online, tysiące graczy z całego świata. Sale wykładowe, nauka gry, symultany, turnieje i “wielkie mrożone wszystko” :)
EIDOGO – mój ulubiony serwis. Program do nauki Joseki, możliwość pogrania z programem GnuGo (i ogrania go, co najfajniejsze!). Relacje z ważnych meczy i turniejów – możliwość podejrzenia partii najlepszych. To nic, że nie da się ich ruchów zrozumieć…
Nie byłbym sobą, gdybym nie przywołał w tym miejscu dwóch powieści, których bohaterami są goiści. Pierwsza z nich, Meijin autorstwa wybitnego pisarza japońskiego, noblisty z 1968 – Yasunari Kawabaty, opowiada o najsłynniejszej, ciągnącej się wiele miesięcy partii go – pomiędzy słynnym mistrzem starego pokolenia, Shusai, a młodym wilkiem, Kitanim Minoru. Relacja z partii go jest przede wszystkim narzędziem do opowiedzenia o dwóch wspaniałych osobowościach – ale jeszcze o czymś ważniejszym: odejściem dawnej Japonii i nadejściem nowoczesności. Powieść opowiada o stopniowym zanikaniu dawnej kultury i obyczajowości – które ma swoje źródło w zmianie mentalności. Książka pełna dramatycznych momentów, pisana niezrównanym językiem, piękna – bardzo polecam. Z pewnością spodoba się nie tylko goistom.
Druga to przeczytana niedawno powieść psychologiczna Dziewczyna grająca w go autorstwa Shan Sa – trochę o ucieczce i samotności, o trudności w kontaktach z drugim człowiekiem w maoistycznych Chinach. Znacznie słabsza pozycja od poprzedniej, ale także może się podobać.
“Już dawno nauczyłem się, że nie ma gier dobrych dla wszystkich (no może z wyjątkiem Puerto Rico, hi hi).”
Nie ma wyjątków. Nie lubię gry Puerto Rico. Sorry, że burzę Twój porządek świata, ale z pewnością jakoś dasz sobie z tym radę ;-)
Pozdrawiam!
J.
J. — 04/05/2008 @ 11:05
Nie, nie. Tym wyjątkiem nie jest Puerto Rico, a Osadnicy z Catanu! :D
Magdalena Jedlińska — 04/05/2008 @ 18:03
Ja bym Osadników nie polecił ;p, nudna losowa gra :-)
A go jak najbardziej :D
folko — 05/05/2008 @ 10:38
To prawda – go: super. Osadnicy z Catanu – nuda. I tak zburzono rebelowy porządek świata.
Pit — 05/05/2008 @ 18:33
a klub go wrócił do Rebela :)
petra — 24/07/2009 @ 11:17