Jak to z instrukcją Modern Art było
Przygotowując polskie wydanie gry okazuje się, że trzeba nagle przetłumaczyć sporo tekstu, którego wcześniej się nie zauważa. Jakieś prawa, jakieś podziękowania, jakiś tekst napisany bokiem na instrukcji, o którego istnieniu wcześniej się nie wiedziało nawet. Ale to nic w porównaniu z tłumaczeniem samej instrukcji. Niby zwykły tekst do przetłumaczenia…
ale okazuje się, że po każdym kolejnym czytaniu warto jednak coś zmienić:
- Zobacz, tutaj przydałaby się informacja, co robi właściwie organizator aukcji…
- Tutaj w ogóle nie wiadomo o co chodzi, dopisz wyjaśnienie…
- A tak naprawdę przydałoby się wprowadzenie jakieś do tej części…
Możliwe iż naszym problemem był fakt, że sami tłumaczyliśmy już wiele instrukcji, czasami je nawet pisaliśmy, więc wiemy, jak powinna wyglądać idealna instrukcja.
Z coraz to kolejnymi poprawkami ledwo zmieściliśmy się w wyznaczonym przez Matagot terminie. Dwa dni później dostaliśmy maila od wydawcy, że wprowadzili niewielkie poprawki do instrukcji i byśmy sprawdzili, czy nie wnoszą one istotnych zmian do naszego tłumaczenia.
Oczywiście wnosiły… I znowu tekst do tłumacza i znowu nanoszenie kolejnych poprawek. W końcu, ostatecznie, udało nam się wysłać odpucowaną instrukcję.
Ruszyliśmy z akcją promocyjną, zadowoleni z siebie. Po dwóch dniach od publikacji instrukcji w sieci okazało się, że umknął nam jeszcze jeden błąd w instrukcji, który został znaleziony przez użytkowników serwisu www.gry-planszowe.pl ! Załamaliśmy się. Instrukcja już pewnie dawno została wydrukowana, premiera niedługo, a tam taki błąd…
- Ale się będą z nas śmiać!
- Pisz do Matagot, może jeszcze nie wydrukowali!
- No jak nie wydrukowali?! Dwa tygodnie… gdzie! trzy prawie (!) był deadline! Na 99% jest za późno!
- Pisz, nie zaszkodzi!
No i napisałam…
“Dzień dobry… mamy mały, dość kłopotliwy problem… czy jakimś cudem instrukcja nie została jeszcze wydrukowana? Albowiem klienci właśnie zauważyli błąd, który przeoczyliśmy i chcielibyśmy wprowadzić poprawki…”
Niecałą godzinę później dotarła odpowiedź:
“Ale z Was szczęściarze, instrukcja trafia do druku jutro rano. Wysyłajcie poprawki.”
Spiewając hymny pochawalne na cześć tego człowieka wysłaliśmy poprawki i zaakceptowaliśmy zmienioną instrukcję w przeciągu kolejnej godziny. Teraz mamy tylko nadzieję, że to już naprawdę wszystko…




Ale przygoda.. :-)
Roberto — 02/03/2009 @ 21:03
Heh ciekawa akcja, co to by było gdyby wydrukowali…
SirRuczek — 01/04/2009 @ 20:55