Rebel gralnia
Kolejna sobota nam minęła i kolejna sowicie okraszona graniem w Rebelu. W kulminacyjnym momencie mięliśmy około 14-15 osób grających (na szczęście to już po zamknięciu). Jak zwykle podczas wszystkich spotkań pewne tytuły były swoistego rodzaju pewniakami i grane były więcej niż raz. Każdemu z nich poświęcę krótkie omówienie…
Dominion – szybki i bezpardonowy, w soboty na stole ląduje zawsze więcej niż raz. Dzięki kilku rozgrywkom przekonałem się ostatecznie, że to gra naprawdę dobra i musiałem zweryfikować swoją uprzednio nieco niższą ocenę.
Battlestar Galactica – graliśmy w 6 osób i tylko dla mnie nie była to pierwsza rozgrywka. Początek spokojniutki, bez zdrajców w załodze, rozgrywka nieco się dłużyła. Bez większych przeszkód wykonaliśmy dwa skoki w przestrzeni unikając zagrożeń. Po drugim losowaniu lojalności emocje wzrastają, już na pewno pojawiają się dwaj zdrajcy i padają pierwsze podejrzenia. Cyloni ostatecznie wygrywają obniżając nam poziom żywności do 0. Wspaniałe kombo dwóch graczy – pierwszy przegłosowuje Kworum i tracimy 1 żywności, drugi widząc, że jego poplecznik działa nam na korzyść przekazuje mu swoją turę, by tenże się ujawnił. Kolejna karta kryzysu i przegrywamy tracąc wodę.
Big Points – mały przerywnik, nieco mechanicznie podobny do Verflixt. Można przy nim nieźle pomyśleć, ale po partii w BSG jakoś nie specjalnie nam się chciało.
Steel Driver – nie grałem, ale tytuł potężny, sporo kombinowania i myślenia jak w większości gier tego autora. Dla mnie do spróbowania, jeśli chodzi o wrażenia z rozgrywki trzeba by zapytać grających.
Munchkin – dla mnie wielkie zło. Gra totalnie nie trafiająca w mój gust – wolę popatrzeć w sufit, niż w nią zagrać, jednak ciesząca się ogromną popularnością. Może to ze mną coś nie tak? 5 osobowa rozgrywka ciągnęła się ponad godzinę.
Race for the Galaxy – kolejny tytuł z półeczki “czarnych koni”. Grany niejednokrotnie za każdym razem udowadnia, że grą jest wyśmienitą (zwłaszcza z dodatkami, które go balansują). Ogrom taktyk, jakie można przyjąć podczas rozgrywki sprawia, że jest to jedna z pozycji, do której wszystkie dodatki jakie się pojawią kupię w ciemno.
Dixit – “wyczesany w depozyt”, że tak sobie pozwolę użyć jednego ze skojarzeń, fajna do tego stopnia, że ledwo udało nam się jedną z graczek zmusić do tego, by zagrała z nami w Battlestara, gdy chłopaki obok zaczynali partię. Przyznam, że też o tym pomyślałem :)
Zaginione Miasta – już 3 października startuje pierwsza odsłona GRAMY – trójmiejskiego zjazdu planszówkowego. Zaginione miasta są wśród 20 tytułów, które obsługa Games Roomu musi znać. Dlatego tytuł ten obowiązkowo został odświeżony i jako gra posiadająca największy współczynnik podobania się kobietom została ostro przetestowana przez facetów. Skończona została 1 z 2 partii, ale chłopaki przynajmniej już ją znają.
Hive – na koniec partyjka z Duchem – dostałem od niego komplement, że jestem jedną z dwóch osób, z którymi może zagrać w Rój, co cieszy mnie o tyle, że jest to jedna z moich ulubionych gier. Mam nadzieję, że jeszcze nie raz wystawimy przeciwko sobie nasze owady.
Więcej tytułów nie zauważyłem, jesli ktoś grał w coś jeszcze to proszę pochwalić się w komentarzu :)
Kolejne granie w nadchodzącą sobotę – zapraszamy serdecznie :)
Przewinela sie jeszcze neuroshima hex ;)
Ogolnie zabawa byla przednia, pozdrawiam !
maac — 14/09/2009 @ 17:50
Jeszcze sie kiedyś zdziwicie jak was odwiedzę w sobotę.
A na razie… pozdrowienia ze Szczecina. ;)
gandalf104 — 14/09/2009 @ 21:25
A krzeseł nadal brak, pewnie tam wszyscy biedni gracze musieli stać bo na jedynym sprawnym siedzisku siedział Hubert :(
Łukasz — 15/09/2009 @ 11:19