Wojna o Kapitana Bombę
Dzisiaj w ofercie naszego sklepu internetowego pojawiła się nowa gra – Kapitan Bomba i jak chyba żadna inna, wzbudziła spore kontrowersje w zespole.
Wszystko poszło o ilustrację do produktu, na której znajdują się karty zawierające słowa i rysunki “powszechnie uznane za obelżywe” – zgodnie z ogólnym klimatem filmu animowanego, na podstawie którego stworzona jest gra. Część z nas nie zgadzała się na umieszczenie tej ilustracji w galerii produktu, część sprzeciwiała się takiej autocenzurze. W rozszerzeniu wieści poznacie nasze opinie na ten temat – zachęcamy także Was do włączenia się do tej dyskusji i wyrażenia swojego zdania.

Artur Jedliński: Nie jestem fanem Kapitana Bomby ani żadnych innych przejawów “humoru fekalnego”. Zdecydowanie jednak nie jestem też fanem autocenzury i zawracania rzeki kijem. Prawda jest taka, że ktoś tego Kapitana Bombę ogląda, komuś on się podoba i go bawi. Dla potencjalnych klientów – ważnym elementem w podjęciu decyzji o zakupie jest podgląd kart – nawet z tego powodu, by zobaczyć, czy sami twórcy gry nie założyli sobie kagańca. Wulgaryzmy, seksistowskie dowcipy i obsceniczność są zaletami tego tytułu z punktu widzenia docelowych odbiorców. Nie mechanika, nie liczba elementów i rozmiary koszulek na karty, ale właśnie tu i tam rzucone “mięso” czy schematyczna ilustracja odbytu. Sklep internetowy ma za zadanie zaprezentować najlepiej jak to możliwe każdy sprzedawany produkt – jeżeli mamy nie dawać do niego galerii, ponieważ uważamy ją za zbyt wulgarną, to może po prostu nie powinniśmy mieć tej pozycji w swojej ofercie?
Rafał Szczepkowski: nie, nie dam się wciągnąć w dyskusję. Nie widzę potrzeby uzasadniania, dlaczego jestem przeciwny upublicznianiu wulgaryzmów, seksistowskich dowcipów i obscenicznych ilustracji. Jestem i już. Wiem, że wiele osób dobrze się przy tym bawi i ich to śmieszy – w porządku. But not in my home.
A może zróbcie część sklepu internetowego tylko dla pełnoletnich klientów?
tak czy siak co do mojego zdania to nie tylko nie jestem fanem Bomby, ale wręcz Bomby nie trawię a fakt, że SERIAL “Kapitan Bomba” osiągnął popularność jest dla mnie wręcz niezrozumiały… raz to może jest zabawne, drugi raz skręca ale trzecim i każdym następnym razem jest to odrażające, period. (a pomysł zrobienia gry “Kapitan Bomba” świadczy o popularności tego zjawiska… o tym, że są ludzie, którzy potrafią obejrzeć 5-10-i więcej odcinków i nie mieć dość:( )
Taka gra ma dla wydawcy jedną zaletę: nie trzeba nic projektować, bo oryginalnych zasad “target” nie doceni, nie trzeba zatrudniać grafików, bo obrzydliwe obrazki z tej kreskówki “target” podniecają, a więc koszta produkcji = koszta wydrukowania iluśtam kartoników.
Odpowiadając na pytanie: umieszczenie tych obrazków na stronie o grze specjalnie by mnie nie ruszyło, bo jako niezainteresowany tematem bym ich nie oglądał… ale jako DOBRY sklep nie powinniście takiego czegoś polecać, a więc te wszelkie bannery/plansze na www nie powinny zachęcać…
Maciek — 12/12/2009 @ 21:01
Nie przesadzajmy – Nie róbmy z rebela forpoczty bojowników o moralność polskiej młodzieży.
Na to już za późno. Pamiętam, jak za moich czasów wyglądała polska szkoła i tematy rozmów, dzis sie to na pewno nie poprawiło.
Co do samego Bomby – Kreskówka odniosła poniekąd spory sukces, wybija sie na pewno pozostałych dzieł GIT produkcji. Te “nieprzyzwoite elementy” są nieodłączną częścią tegoż dzieła. Taka estetyka, taki gust. Jednym pasuje, innym nie. Mnie i mojej żonie to pasuje, córce oglądać nie będziemy pozwalali.
Maciek ma tu sporo racji – jest to produkt poniekąd specyficzny.
Ale pamiętajmy, ze skierowany nie tylko do fanów gier, nie tylko do starych wyjadaczy, ale też do zupełnie innych ludzi. Tu racje ma Artur, im zawartość pudełka tak naprawdę nic nie powie, oni kupując tą gre nie szukają kolejnej GRY, ale produktu związanego z Kreskówką, Którą Lubią, który akurat formę gry przybrał.
Tu dochodzimy do zasadniczego problemu – co zrobić – ja myśle że nie ma co sie kłócić. Rafał nie ma ochoty promować u siebie, jego prawo. Artur chce sprzedawać – jego prawo :)
Wstawcie po prostu pod linkiem od strony producenta link do strony produkty – bodajże http://www.kapitanbomba.net i po kłopocie. Robienie działu dla dorosłych? – bez jaj – bo co? bo w grze są gołe cycki narysowane i brzydkie słowa? nic czego przeciętny nastolatek nie słyszałby codziennie w szkole/ mógł zobaczyć na necie. Część sklepu dla pełnoletnich raczej tylko irytowała by klientów, którzy zamówili by go po prostu w innym sklepie, gdzie mniej by było klikania.
Wstawcie linka i tyle. Nie sprzedawać? dajcie spokój? komu to tak naprawdę przeszkadza? Nie róbcie problemów gdzie ich nie ma :) Po prawdzie to wprowadzenie cenzury, a nie jej brak naraziła by sklep na utratę zaufania w oczach klientów i generalnie na śmieszność.
PS. Dużo tego macie? Bo chce kupić dla żony na gwizdke :P
Bestyj — 12/12/2009 @ 21:58
Przyznam, że jestem trochę zdziwiony, że w ogóle taki problem powstał. Sam również nie pojmuję fenomenu produkcji pokroju “Kapitana Bomby” i osobiście kijem bym tego nie tknął, ale nie spodziewałem się, że wystąpi jakiś dziwny rodzaj purytanizmu, przy prezentacji produktu o którym wiadomo było że jest… specyficzny, nazwijmy to dyplomatycznie ;) Brutalność, czy elementy okultystyczne, które występują w innych grach i są składowymi “klimatu gry”, nie są przecież cenzurowane, mimo że pewnie znalazłoby się grono zniesmaczonych, którzy uznaliby takie elementy za poważną sprawę.
Tak więc sytuacja “Sprzedajemy, ale troszkę się wstydzimy pokazać co jest w środku” wygląda nieco zabawnie, patrząc na to z boku :)
Serafin — 15/12/2009 @ 12:22
Określenie “target” – można by wnioskować, że ma ono za zadanie wyróżnić i poniżyć pewną grupę społeczną, jednak tak nie jest. Nie, ponieważ ta kreskówka nie ma swoich zwolenników tylko wśród nastolatków ale również popularna jest wśród ludzi starszych. (co nie zmienia faktu, że większość to dzieci)
Podobnie jak domniemam, pewien target do którego Kapitan Bomba zdecydowanie nie trafia, to zwolennicy filmów jak to się zwykło mawiać – ambitnych, ale bądźmy szczerzy… wszystko to fikcja.
Na tym samym poziomie więc pozostaje Kapitan Bomba, Chłopaki nie płaczą, czy tak dla przykładu ( słabo się znam na kinematografii) Wrogowie publiczni (ostatnio byłem w kinie, więc mi się nasunęło na myśl).
Wobec tego jedyną różnicą właściwie jest tylko scenariusz, który w 90% przypadków pozostaje schematyczny.
Nick — 19/12/2009 @ 07:24
Jestem za cenzura. Trzymajcie poziom!
Jhggh — 26/01/2010 @ 19:41