Freyr

Wrocław

Obserwowani

0 użytkowników

Obserwujący

2 użytkowników

Poprzeczka oczekiwań wobec gier ze stajni FFG, szczególnie tych osadzonych w świecie Warhammera, jest zawsze zawieszona bardzo wysoko. Można się tylko cieszyć, że Forbidden Stars pokonuje ją ze sporym zapasem. Wielbiciele epickich strategii znajdą w tym tytule nie tyle uzupełnienie, co perłę kolekcji.

Forbidden Stars nie jest grą rewolucyjną. Sporymi garściami czerpie pomysły z mechaniki Starcrafta, efekt końcowy wydaje się być jednak pod wieloma względami lepszy. Zmienione i lekko uproszczone mechanizmy zarządzania "królestwem" istotnie zmniejszają czas oczekiwania na kolejne ruchy i pozwalają skupić na prowadzeniu działań wojennych, mechanika walki jest zaś godna największych pochwał. Autorzy pozwolili sobie na rozmach kojarzony raczej z grami bitewnymi, dzięki czemu nawet niewielkie potyczki potrafią osmalić graczom brwi. Bardzo dobry okazuje się pomysł z morale pełniącym rolę języczka u wagi, na uwagę zasługuje też bardzo dobre wyważenie czynników losowych. Rzut kośćmi czy dobór kart potrafią wpłynąć na przebieg bitew, ale można mieć też pewność, że samotny kultysta nie zatrzyma batalionu czołgów. Również dobierane przez graczy wydarzenia nie są w stanie wywrócić gry do góry nogami, dzięki czemu misternie układana i realizowana strategia nie zawali się nagle po pojawieniu się jednej karty.

Gracze, którym nieobcy jest świat W40K, powinni docenić klimat gry. Dużym plusem jest położenie nacisku na walkę. W Forbidden Stars nie da się wygrać stojąc w miejscu i czekając, aż przeciwnicy sami się wykończą. Warunki zwycięstwa wymuszają ofensywne ruchy, a układ mapy sprawia, że od początku można bić się z każdym z przeciwników. Frakcje, którymi dowodzą gracze, są bardzo trafnie odwzorowane. Orkowie są radośnie nieprzewidywalni i potrafią przetoczyć się po przeciwnikach samą liczbą. Chaos wciska się w każde miejsce i skutecznie osłabia przeciwników. Eldarowie są niezwykle elastyczni i mają potężną siłę ognia. Marines zaś... Marines potrafią bohatersko umierać jak nikt inny.

Gdybym starał się na siłę szukać wad, to na pierwszy plan wysuwa się czas gry. Przy grze na dwie osoby rozgrywka idzie w miarę szybko, nawet przy graczach starających się wejść przeciwnikowi do głowy i dokładnie analizujących każdy ruch. Przy większej liczbie osób pojedyncza gra może trwać wiele godzin, chociaż nie mogę powiedzieć, żeby upływ czasu mocno dawał się we znaki. Kiedy przeciwnicy toczą bitwy, można na spokojnie rozważyć kolejne ruchy lub uzupełnić węglowodany.

Porażki w Forbidden Stars bolą jak w rzadko której grze, zwłaszcza te odniesione po kilku godzinach zmagań. Nie zniechęcają jednak, tylko rozbudzają żądzę rewanżu. Najchętniej natychmiast i najlepiej takiego, po którym przeciwnik płacze w kącie nad połamanymi figurkami. A potem jeszcze raz. I jeszcze raz...


Amon

Liczba recenzji: 11

Panagiotis

Liczba recenzji: 6