Sqbaniec
0 użytkowników
0 użytkowników
Sztorm wyrzucił nas na brzeg wczesnym rankiem. Poza mną i okrętowym cieślą nie przeżył nikt. Kilka ciał leżało na plaży, kilka następnych unosiło się bezwładnie na wodzie co jakiś czas obijając się o wystające tu i ówdzie skały. Przez pierwsze kilka godzin leżałem w bezruchu na plaży, obserwując od czasu do czasu przesuwające się po widnokręgu słońce. Dopiero gdy było już wysoko na niebie zdołałem powoli wstać i ruszyć w stronę rozbitego kadłuba "Beatrice", który morze wyrzuciło na brzeg tuż obok ogromnego ciemnego głazu rozdzielającego plażę na dwie niemal równe części.
- Nic w tam nie znajdziesz. - powiedział Kurt, który siedzący na szczycie kamienia, który już od dłuższego czasu wpatrywał się w milczeniu w bezkresne morze.
- Przeszukałem wszystko. Fajka, szkatułka z mokrym tytoniem, kilka porozbijanych beczek po wodzie i porwana Biblia. Resztę pochłonęło może. Nie ma moich narzędzi. Brak jakiejkolwiek broni, jedzenia, zdatnej do picia wody ani nawet kawałka parszywej liny. Wszytko spoczywa na dnie, a co się ostało leży o tam na skałach. - mówiąc to kiwną głową pokazując na sterczące ponad fale skaliste grzebienie, na których widać było z daleka połamane kawałki masztów owinięte miejscami przez strzępy porwanych jasno beżowych żagli. Zeskoczył z kamienia i zbliżył się o kilka kroków w moją stronę, patrząc mi prosto w oczy zrezygnowanym, posępnym spojrzeniem.
- Pozbieraj drewno. Jest mokre ale kawałki które leżą dalej od brzegu zdążyły już, wyschnąć po jednej stronie. Może jak by je obrócić i pozostawić na słońcu to przy odrobinie szczęścia uda się rozpalić wieczorem jakiś ogień. - rzucił niskim lekko ochrypłym głosem oddalając się powoli w kierunku ściany drzew okalającej całą plaże od strony lądu.
- Ale... dokąd idziesz? - krzyknąłem pospiesznie, zanim Kurt znikną w zielonej gęstwinie.
- Zbadam teren i może poszukam czegoś co nadało by się do zjedzenia. Wygląda na to, że my dwoje trochę tu zabawimy...
Tak to się mniej-więcej zaczyna. Jak się kończy? No cóż, bywa rożnie bo wyspa jest nieprzewidywalna i nie sposób się na wszytko przygotować. Niesamowity klimat rozgrywki, pięknie ilustrowane karty i zwodnicza mechanika która potrafi w ciągu jednej tury popsuć szyki najlepiej zorganizowanej ekipie śmiałków to zdecydowane plusy jakimi cechuje się Robinson Crusoe: Adventure on the Cursed Island. Jest też poważny minus, niedosyt i rosnąca determinacja pojawiająca się na twarzach wszystkich których wyspa właśnie pokonała.
Moja ocena 9/10
Jak dla mnie ideał :)
Prosta ale świetne przemyślana mechanika i bardzo intensywny klimat, nawiązujący do PRL. Rozgrywka jest dość dynamiczna dlatego nie ma problemu z oczekiwaniem na ruch mniej zdecydowanych graczy. Poziom trudności oraz radość z gry rośnie wraz ze wzrostem ilości graczy, ale nadaje się też dla 2 osób.

