Baczy

Obserwowani

3 użytkowników

Obserwujący

6 użytkowników

Jak dla mnie ideał :)

Fajna paczka, jako fan HB i dawno zapomnianych "glacjuszy" cenię w niej przede wszystkim tytułowy Breaker Bay Grid oraz Turinga. I za to, oraz kilka ciekawych kart, daję 5.

Poza tym jest tu Career Fair, który z mety zniknie dopiero jak wyrotuje - uniwersalna karta ekonomiczna, za jeden wpływu, must have talii z choćby średnią ilością resource'ów.

Do tego kilka ciekawych, choć niekoniecznie metagamingowych kart, jak Hacktivist Meeting (byłby częściej grany, gdyby nie Rumor Mill...), Off-Campus Apartment (mało w mecie talii opartych na znajomościach, jeśli w ogóle...), Game Day (tylko do talii, która lubi pozbyć się całej ręki, i zostają jej jeszcze dwa kliki, najlepiej ze zwiększonym limitem ręki... Beach Party?), Study Guide(to naprawdę działa, jak się często skacze na Code Gate'y... Kit?). No i ID Shaperów, Hayley, którą grać trzeba umieć.

U korpa raczej marnie, Weylanda nie ma co wspominać, NBN niby spoko, ale właściwie to tylko czasem, w końcu nie każdy runner grzebie w stercie, a tagi najlepiej dawać w swojej turze. Jinteki ok, Crick potrafi zdenerwować, a Recruiting Trip może zapełnić rękę sysopami, jeśli jakichś używamy... Marcus Batty? Tori Hanzō? Ale wtedy nie będzie niespodzianki... A HB to Turing, bardzo przydatny, i agenda 3/1, bardzo trudna do właściwego wykorzystania.


Jak dla mnie ideał :)

Robinson jest grą pełną losowości, a mimo tego bardzo ważne są tu decyzje, które podejmujemy. Losowość nie jest czynnikiem decydującym o zwycięstwie, chociaż czasem decyduje o porażce. Gracz nie ma tu kontroli nad tym, co się stanie, może jedynie reagować i liczyć na najmniej negatywny wynik, trochę jak w rzeczywistości. Możemy starać się przewidzieć pewne zdarzenia i działać z wyprzedzeniem, ba, możemy rozplanować sobie całą rozgrywkę już w pierwszej turze, jednak gra bardzo szybko zmusi nas do przystosowania się do losowanych kart.
Losowość w Robinsonie stanowi również o jego regrywalności. Mamy 7 scenariuszy, które rozgrywa się zupełnie inaczej, ale do tego dochodzą karty, zarówno karty Przygód (których w trakcie jednej rozgrywki zobaczymy maksymalnie jedenaście z 90), karty Wydarzeń (od kilku do kilkunastu z 70, zależnie od tego, jak duże ryzyko podejmiemy) jak i karty Tajemnic, Przedmiotów czy Bestii. Wszystko to w losowej konfiguracji, przez co właściwie nigdy nie zagramy w identycznie taki sam scenariusz.

Losowości jest dużo, ale losowość jest tu dobra. Gra jest trudna, bo taka ma być, i sama jej mechanika kopie nas w każdej turze - losowość jest tu tylko dodatkiem i urozmaiceniem scenariusza. Najważniejsze jest jak sobie poradzicie z rzucanymi pod nogi kłodami.

Wykonanie jest przecudne, bardzo klimatyczna plansza, na której wszystko ma swoje miejsce i która sprawdza się świetnie, bardzo ładne ilustracje i dobrej jakości komponenty. Wykonanie bez zarzutów.

Początkowo trzeba dość często sięgać do instrukcji, jeśli nie gracie z kimś doświadczonym, ale po kilku rozgrywkach wszystko staje się jasne.

W grę niby można grać w pojedynkę, ale jakoś średnio mi to podpasowało. Przy grze choćby w dwie osoby nigdy się nie frustrowałem, ale w pojedynkę? Dziw, że mam jeszcze włosy na głowie... No ale cóż, możliwe, że to przez moje osobiste podejście, ale powiem, że w Robinsonie im więcej, tym weselej.


Jak dla mnie ideał :)

Świetne koszulki. Karty wyglądają w nich o niebo lepiej niż w przezroczystych, a i obustronne przechowywanie kart bardziej do mnie przemawia - album wygląda teraz bardziej jak książka, z kartami po obu stronach.

Folijka jest wytrzymała i nie ma problemu z wyciąganiem kart, nawet przy przechowywaniu trzech sztuk w jednej kieszonce, co jest jak najbardziej możliwe. Ale i przy przechowywaniu pojedynczych sztuk nie ma mowy o wypadaniu kart przy obróceniu segregatora do góry nogami (i trzęsieniu nim z całych sił - próbowałem).

Czyli mamy solidne, piękne koszulki pozwalające przechowywać bezpiecznie do 54 kart w jednej. I nagle, przy porównaniu z innymi koszulkami, cena prawie dwóch złotych za sztukę zdaje się być okazją.


Jak dla mnie ideał :)

Raczej nie jestem w stanie napisać niczego nowego, jedynie potwierdzić pozytywne komentarze moich poprzedników.

Segregator wygląda bardzo elegancko (obawiałem się, że napis na przedzie "Collectors album" będzie zbyt rozpraszający, ale nie, jest w porządku. Odbija on światło, więc w cieniu go za bardzo nie widać i jest po prostu gustowny, Jednak, co firma, to firma). Pomieści pewnie 20-24 dwustronne koszulki (kupiłem te czarne, też od Ultra-Pro), wypełnione kartami, rzecz jasna - po trzy gołe karty w przegródce, 27 po jednej stronie, 54 w jednej koszulce, więc pomieści jakieś 1080-1296 kart. Liczby wyglądają imponująco, prawda? Póki co mam zapełnione jakieś 9 koszulek, i to nie w całości, ale miejsca jest spokojnie na drugie tyle z zapasem, więc moje założenia nie są oderwane od rzeczywistości.

Oczywiście to przy założeniu, że mamy dwustronne koszulki i ładujemy po 3 karty w kieszonkę.

Pozwolę sobie zaznaczyć, że żadne koszulki nie wchodzą w skład zestawu.
Niemniej jednak, jest to ładny, pojemny segregator, który nie ma (oczywiście w mojej opinii) godnego konkurenta na tej półce cenowej.


Dobry, solidny produkt

To moja pierwsza łamigłówka.
Jeśli chodzi o wykonanie nie ma się do czego przyczepić. Szczególnie, że nie będzie raczej zbyt mocno eksploatowana, ponieważ...
... łamigłówka ta jest prosta.

Pierwsze podejście - co tu zrobić? Rozplątać? Przecież to nie możliwe. Spojrzenie na pudełko - "Usuń metalową sprzączkę i załóż ją z powrotem". Aha, ok. Kilka minut prób, kurde, ale jak to?
Drugie podejście - Aha, czyli tak jednak można. No tak, bo jak inaczej miałoby to działać? Już wiem, na co mogę sobie pozwolić, ale nadal kilka(naście?) minut, i nic. Lekki niesmak i przeczucie, że ten "normalny" poziom trudności może mnie przygnieść.
Trzecie podejście - trzeźwe spojrzenie, logika, i to, od czego w takich łamigłówkach trzeba zaczynać. I już, minuta. Dosłownie, albo półtorej.

Satysfakcja była, nie powiem, że nie, ale i zawód lekki. Bo takie łatwe, wcale nie trzeba wielu ruchów i kombinacji, rozwiązanie jest blisko, rzeczywisty poziom komplikacji bardzo niski (co w gruncie rzeczy nie ma znaczenia, bo najtrudniej jest "zobaczyć" rozwiązanie, jakie ono jest to sprawa drugorzędna).

Ciężko jest to ocenić, w końcu to tylko drugi z czterech poziomów, nie można oczekiwać zbyt wiele, a i, jak wspomniałem na początku, była to pierwsza moja tego typu łamigłówka.
Czy żałuję tych niecałych 20 złotych? Nie. Na tyle łatwe, że się nie zraziłem, na tyle interesujące, że mam ochotę na więcej. Na tyle solidne, że mogę dawać znajomym bez obaw, że zniszczą (często mam takie obawy...).

Jeśli chcesz poznać smak tego typu łamigłówek, ta będzie w sam raz. Jeśli już miałeś z nimi styczność, może lepiej daruj sobie i przeskocz na poziom wyżej.


Kryhu

Liczba recenzji: 44

Qbah

Liczba recenzji: 2

Kanty57

Liczba recenzji: 190

Dudman

Liczba recenzji: 21

Brt

Liczba recenzji: 31

Marek

Liczba recenzji: 6

Din

Liczba recenzji: 5

tomasso

Liczba recenzji: 10

Jakub

Liczba recenzji: 23